Kuba z Jutuba w ostatnim swoim filmiku poruszył bardzo istotną kwestię, a mianowicie obowiązku udzielania pierwszej pomocy. Niestety wciąż spory odsetek społeczeństwa  nie respektuje tej powinności przechodząc obojętnie obok ludzkiej krzywdy, często tłumacząc się brakiem fundamentalnej wiedzy na temat pierwszej pomocy, tzw przedmedycznej.

Warto jednak pamiętać, że już wezwanie służb ratunkowych uważane jest za spełnienie tego obowiązku. Ponadto ostatnimi czasy ze schematu podstawowej pierwszej pomocy wykreślono sztuczne oddychanie. A więc tak na prawdę do wykonania mamy dosłownie kilka bardzo prostych czynności: udrożnienie dróg oddechowych poprzez odchylenie głowy ofiary do tyłu, sprawdzenie oddechu i ułożenie w pozycji bezpiecznej lub masaż serca w przypadku stwierdzenia zatrzymania krążenia.

Kuba znany jest ze swoich nietuzinkowych rymów, więc pokusił się o zrobienie klipu na ten temat.
Zachęcam do posłuchania, wpada w ucho i może właśnie dzięki niemu uda Wam się kiedyś uratować czyjeś życie :)


W związku z tym że post ze swatchami już pojawił się na blogu to nadszedł czas na pierwszy makijaż wykonany za pomocą przesłodkiej palety Naked Chocolate.
Główną rolę odgrywają w nim dwa cienie. Bardzo ciepły odcień brązu o nazwie Choc-fest oraz rozświetlający kolor Adorable.


Użyte kosmetyki:

TWARZ
Podkład Mat&Soft Makeup, Bell Hypoallergenic
Pro Longwear Concealer, NC15, MAC
Camouflage Cream, 010 Ivory, Catrice
HD Rice Powder, 301, Hean
Puder ryżowy, Paese
Bahama Mama, The Balm
Bronzing Pearls, Natural Radiance, Oriflame
Mary-Lou Manizer, The Balm


OCZY
Paint Pot, Soft Ochre, MAC
Naked Chocolate, I ♥ Makeup : Choc-fest, Adorable, Way, Suger
Liquide Precision eyeliner 2000 procent, Eveline
High Impact mascara, Clinique
rzęsy Demi, Ardell + klej DUO
Eyebrow stylist, 020 date with ash-tone, Catrice

USTA
Ultra Glazewear Lip Gloss, Crystal Lilac, Avon


Dokładny tutorial jak wykonać taki makijaż znajdziecie na moim kanale YT. Serdecznie zapraszam!
 

W pierwszej chwili miałam napisać post z działu lakieromaniaczka, ale stwierdziłam że ostatnio było ich kilka pod rząd więc może macie ich dość. W mgnieniu oka zmieniłam plany i postanowiłam poruszyć dział kosmetyków kolorowych, a konkretnie swtachy cieni z paletek.
Dzisiaj pod lupę weźmiemy przesłodką białą czekoladkę czyli Naked Chocolate. Jest to ostatni wyrób marki I ♥ Makeup która działa pod Makeup Revolution. Nigdy wcześniej żadnego kosmetyku tej firmy nie miałam, ale białej czekoladzie oprzeć się nie mogłam :) I już teraz mogę Wam powiedzieć, że inne czekoladki również trafią do mojej kolekcji - to tylko kwestia czasu :)


Ale przejdźmy do omówienia dzisiejszej bohaterki.

Na początek opakowanie. Mocno inspirowane Chocolate Bar z TooFaced, niemniej jednak przesłodkie. Roztapiająca się biała czekolada to miód na moje oczy :D Opakowanie jest plastikowe, ale dość ciężkie i wykonane na prawdę starannie. Nic nie trzeszczy, wszystko do siebie pasuje. Wewnątrz znajdziemy duże, świetnej jakości lusterko.
W zestawie jest też pacynka - szkoda że nie mały pędzelek.


Czas na swatche poszczególnych odcieni, a jest ich aż 16.


(Smoothly) matowy rozświetlający cień, super pod łuk brwiowy, duży plus na większą gramaturę
(Divine) rdzawe złoto, odcień perłowy, super pigmentacja nawet bez bazy
(Mocha Lover) stare złotko, również perłowe o świetnym nasyceniu koloru
(Dipped) złoto brązowy kolor, delikatniejszy niż dwa poprzednie ale nadal połyskliwy
(Choc-fest) matowy, ciepły, ciemny brąz, cudowny kolor i zwróćcie uwagę na pigmentację :)


(Adorable) szampański kolor rozświetlający, moim zdaniem podobny do Mary-Lou z The Balm
(Buttons) ciemny brąz z nutą złota, pięknie się mieni
(Frosted Choc) również lekko rudawy odcień o perłowym wykończeniu
(Delight) bardzo ciemny brąz, lekko opalizujący
(Sweet Shop) matowy odcień, ciepłego jasnego brązu
(Suger) ciemny ciepły brąz, prawie matowy, ale z lekkim połyskiem


(Double Dip) rozświetlający odcień żółtego złota, super iskrzący i super napigmentowany
(Tob-le-rone) matowy, chłodniejszy odcień toupe, idealny jako cień transferowy lub w załamanie przy makijażu dziennym
(White) bardzo ciemny, matowy brąz, podobny do Inglot 327M
(Milky) matowy, bardzo ciepły odcień toupe, idealny jako kolor transferowy
(Way) rozświetlający jasny złoty, ma konsystencję podobną do prasowanych pigmentów z Loreal


To już wszystkie odcienie jakie Makeup Revolution 'wsadził' do tej palety. Bardzo mądre było to że dwa rozświetlające kolory są większe od pozostałych.
Cała paleta utrzymana jest w ciepłej tonacji, więc nie u każdego się sprawdzi. Mnie wszystkie kolory bardzo się podobają i z wielką przyjemnością będę ich używać.

Zdążyłam już zaobserwować że cienie nie osypują się podczas aplikacji i nie znikają z powieki podczas rozcierania. Nie zlewają się również w jeden kolor. Są na prawdę 'pomocne' w trakcie wykonywania makijażu.


Pierwszy tutorial z tą paletą pojawi się na kanale już we wtorek (miał być dziś, ale na fb wybrałyście video z tanimi kosmetykami, więc tutorial spadł na wtorek ;))

Co sądzicie o tej przesłodkiej czekoladce? Macie ją lub jej starsze siostry w swoich zbiorach?

EDIT: paletę możecie kupić w wielu drogeriach internetowych, m.in. cocolita.pl w cenie 40 zł





P.S. taki post ze swatchami paluję również odnośnie paletki Vice 3 Urban Decay, zainteresowane/ni? :)
Mam dzisiaj dla Was ostatni post o piaskowych lakierach marki Avon. Tym razem pod lupę weźmiemy odcień Radiant Rose, który mnie osobiście spodobał się najmniej. Jest to różowa baza z wielokolorowym brokatem. Znajdziemy w nim drobinki srebrne, zielone, fioletowe, amarantowe i to mnie niestety nie przekonuje. Sama baza jest w porządku, ale ten brokat już nie.


Pędzelek wydaje mi się że jest najlepszy ze wszystkich trzech egzemplarzy. Niezbyt szeroki, ścięty na płasko, ale jakby pod skosem. Nie wiem czy to kwestia pomyłki maszyny przycinającej czy tak miało być, ale mnie on się podoba.


Tak jak poprzednicy lakier jest dość rzadki i w sumie łatwo zalać nim skórki.
Pełne krycie tak na prawdę otrzymujemy dopiero przy trzech warstwach na długich paznokciach. Po dwóch wolny brzeg wystający ponad opuszek nadal lekko prześwituje. Na krótkich paznokciach powinny wystarczyć dwie warstwy.


Zauważyłam też, że ten kolor ma najkrótszą trwałość. Wszystkie 3 testowałam w takich samych warunkach czyli na utwardzonych żelem naturalnych paznokciach. Dla przypomnienia czerń bez uszczerbku wytrzymała tydzień, kolor nude po ok tygodniu miał starte końcówki tylko. Natomiast róż zaczął mi odpryskiwać po mniej więcej 4 dniach od aplikacji.


Wcześniej chyba nie wspominałam o dwóch kwestiach które tyczą się wszystkich 3 kolorów. Po pierwsze lakiery dość szybko wysychają, a jak wiadomo nie nakładamy na nie żadnego preparatu przyspieszającego wysychanie.
Po drugie mam wrażenie, że te lakiery nie należą do najwydajniejszych. Już po pierwszej aplikacji widoczny jest dość spory ubytek w opakowaniu, a do tej pory nigdy aż takiego zużycia lakieru nie zaobserwowałam.


To by było na tyle, koniecznie dajcie znać czy lubicie lakiery piaskowe i czy miałyście któryś z serii Star Dust?










Dzisiaj przedstawiam Wam drugi lakier z serii piaskowej, gwiezdno -  pyłkowej czyli Star Dust marki Avon. Tym razem przyjrzymy się kolorowi Crystalized Pink. Z różowym może ma niewiele wspólnego, ale na paznokciach prezentuje się fenomenalnie.


Odcień sam w sobie jest dość trudny do opisania. Baza lakieru jest jakby różowa, a może trochę łososiowa. Taki kolor nude. Zatopione są w niej natomiast srebrne drobinki i malusie cekinki, piegi. Wygląda to oszałamiająco, ale w sumie tylko z bliska. Z daleka widać chropowatą strukturę lakieru i srebrny błysk.

Chyba ze względu na te pieguski lakier nie jest już taki łatwy w rozprowadzaniu. Szczególnie przy wolnym brzegu paznokcia jak cekinek się nie przyczepi dobrze to zostaje dziura. Da się ją jednak łatwo załatać.


Podobnie jak poprzednik, Crystalized Pink ma rzadką konsystencję, natomiast pędzelek jest odrobinę mniejszy. Nadal płaski i równo ścięty ale węższy, co dla mnie jest plusem.


Dopiero przy tym kolorze zauważyłam, że lakiery te mają w opakowaniu kuleczkę mieszającą. Producent dobrze pomyślał :)


Testowałam go w takich samych warunkach jak Black Sequins, czyli na paznokciach utwardzonych żelem i muszę przyznać że trwałość jasnego koloru była słabsza. Odpryski co prawda się nie pojawiały, ale bardzo szybko ścierał się na końcówkach. Ale nie przejmowałam się tym i dzięki nierównomiernej strukturze z łatwością mogłam domalować brakujące elementy :D

Jak Wam się podoba? Macie, lubicie?






P.S. dziś na paznokciach mam już trzeci i ostatni kolor piasku - Radiant Rose, ale o nim za kilka dni :)

Wraz z Nowym Rokiem postanowiłam porządnie zająć się rozwojem swojej internetowej działalności czyli blogiem oraz swoim kanałem na YouTube. W ostatnim czasie obydwie te rzeczy mniej lub bardziej zaniedbywałam i w końcu zaczęłam się z tym źle czuć. Zaczęło mi czegoś brakować. Ponadto chciałam widzieć coraz to większe liczby subskrypcji i obserwatorów, a tak na prawdę nie dawałam nic od siebie. Dlatego postanowiłam - albo TERAZ albo NIGDY!

Pierwszym krokiem było ustalenie sobie sztywnych ram kiedy pojawiać się będą nowe filmiki. Początkowo miała być to środa i sobota, ale ostatecznie postawiłam na wtorek i piątek. W miarę jednakowy odstęp pomiędzy filmikami i dwa wideo w tygodniu to to na czym mi zależało.
Nie zapeszając na razie udaje mi się utrzymać ten rytm i jestem bardzo zadowolona :)

Drugim krokiem było postanowienie o zmianie szablonu bloga. Do tej pory korzystałam z gotowych propozycji, delikatnie je tylko dostosowując do swoich potrzeb. Niestety ostatnimi czasy zaczęłam zbyt mocno kombinować. Ciągle coś zmieniałam, szukałam tutoriali które powiedzą mi jak dodać jakiś gadżet, wklejałam, usuwałam i tak w kółko. To doprowadziło do sytuacji w której część funkcjonalności strony po prostu nie działało. I jakoś w połowie stycznia dzięki Agnieszcze Siouxie (www.siouxie.pl) natknęłam się na cudowną Karolinę (pasjekaroliny.pl), która w tak zwanym międzyczasie zajmuje się dostosowywaniem blogowych szablonów. To dzięki niej i z jej pomocą powstał obecny wygląd bloga, za co jestem jej niesamowicie wdzięczna. I z tego miejsca chciałabym jej jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować za pracę jaką wykonała i za cierpliwość do mnie, bo samą kolorystykę zmieniałam co najmniej 3 razy.
Jeżeli szukacie kogoś, kto dostosuje szablon Waszego bloga to z czystym sercem polecam Wam właśnie Karolinę :)

tak wyglądał stary blog

Na sam koniec coś o czym myślałam już od bardzo dawna, czyli własna domena. Chyba od samego początku jak powstał ten blog moim małym marzeniem była własna domena, własny adres strony, bez żadnych bloggerów ;) I tym razem z pomocą przyszedł mi mój własny mąż, który notabene zajmuje się w wolnych chwilach tworzeniem stron www (mymma.pl to jego dzieło ;)) ale niestety nie ma do mnie tyle cierpliwości co Karolina - no bo kto inny zrozumie lepiej kobietę jak nie kobieta? :D
Na szczęście pomógł mi, a w zasadzie zajął się zarejestrowaniem domeny www.ninnetteblog.pl i od kilku dni mogę się cieszyć własnym, spersonalizowanym adresem bloga :) Tym samym zmieniła się nazwa bloga. Nie ma już My beautiful dream!, ani be-lucky-girl jest Ninnette Blog i jestem z tego niesamowicie dumna :)

Mam nadzieję, że zarówno blog jak i kanał na YouTube w tym roku będą się nadal rozwijać i znów będę się cieszyć z tego co robię i będę robić to z pasją.
Dajcie koniecznie znać co myślicie o powyższych zmianach, jak Wam się podoba nowy wygląd bloga, nowa nazwa i dni publikowania nowych wideo.